Avatar
US 2009
- movies.movie_details.abstract
Długo oczekiwany film Jamesa Camerona zrealizowany z wielkim rozmachem porównywalnym do "Titanica". Szacowany budżet na poziomie 237 milionów dolarów daje mu trzecie miejsce pod tym względem w historii kina. "Avatar" został wykonany w dwóch… — więcej
Długo oczekiwany film Jamesa Camerona zrealizowany z wielkim rozmachem porównywalnym do "Titanica". Szacowany budżet na poziomie 237 milionów dolarów daje mu trzecie miejsce pod tym względem w historii kina. "Avatar" został wykonany w dwóch technikach: tradycyjnej 2D i zupełnie nowej technice 3D. Zdjęcia do filmu zostały wykonane w 2007 roku, natomiast na postprodukcję przeznaczono dwa lata. "Avatar" opowiada historię sparaliżowanego byłego komandosa, który dostaje szansę odzyskania zdrowego ciała. Musi jednak wziąć udział w specjalnym programie militarnym o nazwie Avatar. W rolach głównych między innymi Sam Worthington, Sigourney Weaver, Michelle Rodriguez. Media na całym świecie ogłaszają, że "Avatar" będzie przełomem kina na miarę wprowadzenia w latach 20. dźwięku. Sam Cameron uważa, że będzie to film lepszy od samego "Titanica".
- Obsada
- Scott Lawrence, Matt Gerald, Sean Anthony Moran, Giovanni Ribisi, Stephen Lang, Sigourney Weaver, Michelle Rodriguez — więcej
- Reżyseria
- James Cameron
- Scenariusz
- James Cameron
- Czas trwania
- 161 minut
Krytycy filmowi — Warty zobaczenia 7.6
Film "Avatar" został oceniony przez 8 krytyków filmowych
Szkoda, że prace nad technologią potrzebną do nakręcenia tego filmu zajęły Jamesowi Cameronowi aż 12 lat. Gdybyż można było zobaczyć nakręconego w tej technice „Władcę pierścieni” albo „Piratów z Karaibów”! Rozkoszować się jednocześnie pięknym obrazem, wciągającą historią i poczuciem humoru autorów! „Avatarowi” tych dwóch ostatnich całkowicie zabrakło. Nauczony doświadczeniem „Titanica” Cameron, pisząc scenariusz „Avatara”, postawił na młodocianego widza. W końcu plakaty i kalendarze z wizerunkiem Rose (Kate Winslet) i Jacka (Leonardo DiCaprio) zaklejały pokoje nastolatków jeszcze długo po premierze hitu. To ta grupa w dużej mierze zadecydowała o sukcesie filmu.
Bajkowy infantylizm scenopisarski Camerona w „Avatarze” daje o sobie znać jeszcze boleśniej. Fabuła skonstruowana jest na przewidywalnych zasadach: dobro musi wygrać ze złem, miłość do obcego zwyciężyć strach przed wykluczeniem z rodziny, zwyci… — więcej
Szkoda, że prace nad technologią potrzebną do nakręcenia tego filmu zajęły Jamesowi Cameronowi aż 12 lat. Gdybyż można było zobaczyć nakręconego w tej technice „Władcę pierścieni” albo „Piratów z Karaibów”! Rozkoszować się jednocześnie pięknym obrazem, wciągającą historią i poczuciem humoru autorów! „Avatarowi” tych dwóch ostatnich całkowicie zabrakło. Nauczony doświadczeniem „Titanica” Cameron, pisząc scenariusz „Avatara”, postawił na młodocianego widza. W końcu plakaty i kalendarze z wizerunkiem Rose (Kate Winslet) i Jacka (Leonardo DiCaprio) zaklejały pokoje nastolatków jeszcze długo po premierze hitu. To ta grupa w dużej mierze zadecydowała o sukcesie filmu.
Bajkowy infantylizm scenopisarski Camerona w „Avatarze” daje o sobie znać jeszcze boleśniej. Fabuła skonstruowana jest na przewidywalnych zasadach: dobro musi wygrać ze złem, miłość do obcego zwyciężyć strach przed wykluczeniem z rodziny, zwycięstwo bohatera musi zostać okupione śmiercią najwierniejszych towarzyszy. Banalna jest także towarzysząca całości metafora. Od pierwszych scen nachalnie sugeruje się, że atakowana przez ludzi Pandora, posiadająca wielkie pokłady drogocennego paliwa, to Irak, ewentualnie Ameryka, z której osadnicy wyparli Indian.
Czepiam się? Jeśli tak, to tylko dlatego, że mizerny scenariusz w przypadku akurat tego projektu pociągnął za sobą na dno całą (czarującą!) resztę. No bo co z tego, że po raz pierwszy zobaczyłam w kinie upragnione „literki za postaciami” (wrażenie trójwymiarowości jest tak realistyczne, że bohaterowie są bliżej nas niż napisy), że niemal czułam łaskotanie delikatnych kwiatków ze świętego drzewa Na'vian, że w paru momentach zasłoniłam rękoma twarz przed pnączami i paprociami atakującymi przedzierającego się przez gąszcze Pandory Jake'a Sully'ego; i wreszcie, że mimika przetworzonych komputerowo aktorów wreszcie wyrażała ludzkie emocje. Nudna i przewidywalna fabuła psuła niemal całą frajdę.
comments.commands_for_comment.read_full_review Fajna recenzja 1 odpowiedzi
Rok 2009 kończy się w kinach niezwykle mocnym akcentem, lecz od razu komentarz, dotyczy to kin 3D. Jak twierdzi James Cameron, pomysł i chęci do zrobienia "Avatara" miał już blisko dwadzieścia lat temu, jednakże zabrakło technicznych rozwiązań, mogących ziścić wizję twórcy najbardziej kasowej jak dotąd pozycji w historii światowej kinematografii - "Tytanika". Możliwości i rozwiązanie sprzętowe w tym okresie były niewystarczające, by zabawić się w boga z taką precyzją jak teraz. Mamy szczęście żyć w czasach, w których stało się to możliwe, o oto bóg - Cameron, z pomocą gigaherców, peta bajtów i milionów dolarów stworzył nowy świat - Pandorę, z jej fauną i florą, z jej historią, językiem, wierzeniami i tajemnicą więzi wszystkich stworzeń - świat idealny, jak biblijny Eden, w którym musiał w końcu pojawić się wąż - ludzie nieba, czyli my ziemianie, i wcale nie po to by kusić, ale zabrać, co najbardziej w… — więcej
Rok 2009 kończy się w kinach niezwykle mocnym akcentem, lecz od razu komentarz, dotyczy to kin 3D. Jak twierdzi James Cameron, pomysł i chęci do zrobienia "Avatara" miał już blisko dwadzieścia lat temu, jednakże zabrakło technicznych rozwiązań, mogących ziścić wizję twórcy najbardziej kasowej jak dotąd pozycji w historii światowej kinematografii - "Tytanika". Możliwości i rozwiązanie sprzętowe w tym okresie były niewystarczające, by zabawić się w boga z taką precyzją jak teraz. Mamy szczęście żyć w czasach, w których stało się to możliwe, o oto bóg - Cameron, z pomocą gigaherców, peta bajtów i milionów dolarów stworzył nowy świat - Pandorę, z jej fauną i florą, z jej historią, językiem, wierzeniami i tajemnicą więzi wszystkich stworzeń - świat idealny, jak biblijny Eden, w którym musiał w końcu pojawić się wąż - ludzie nieba, czyli my ziemianie, i wcale nie po to by kusić, ale zabrać, co najbardziej wartościowe, bez pytania czy można (jak zwykle), a resztę zniszczyć. Pandora jest bogata w złoża cennego minerału (20 milionów za kilogram) i pech chce, że znajduje się na terytorium tubylców Na'vi, akurat w sercu ich osady.
Jake Scully (Sam Worthington - Marcus z Terminatora: Ocalenia) jest niepełnosprawnym żołnierzem - jeździ na wózku, a dzięki śmierci brata bliźniaka (o ironio losu) ma szansę wziąć udział w projekcie naukowym Dr Grace Augustin (Sigourney Weaver). Przy pomocy avatara (taki surogat, jak ktoś oglądał), próbuje zbliżyć się do społeczności Na'vi, poznać ją i zdobyć zaufanie. Cenne informacje przekazuje dowództwu, przygotowującemu się do wypędzenia (zgładzenia) Na'vi pod wodzą męskiego, odważnego, ale okrutnego i bezwzględnego dla słabszych pułkownika Quaritcha (Stephen Lang). Jake z każdym kolejnym dniem coraz bardziej angażuje się codzienne życie na Pandorze, jednocześnie oddalając się od ludzi, i swojego dotychczasowego życia w niepełnosprawnym ciele. Moment konfrontacji dwóch światów jest nieunikniony, niestety w najbardziej okrutny (ale efektowny, co smutne) sposób - w walce.
Bez dwóch zdań należy stwierdzić, że film od strony wizualno-dźwiękowej jest zrobiony perfekcyjnie, widać te wydane grube miliony USD. Prawdopodobnie jest to, jak do tej pory najlepiej wykonana robota komputerów, grafików i animatorów w historii. Ale cóż z tego? Przecież zawsze będzie taki moment, że ktoś wykona coś lepiej, doskonalej, bardziej imponująco, sęk w tym, że w tym stopniowaniu może zatrzymać takich twórców jak James Cameron jedynie jakaś bariera technologiczna, o ile takowa istnieje. Zgadzam się, że to co serwuje się widzowi jest przepiękne wzrokowo, ale podobnie się czułem oglądając wcześniej "Terminatora", potem "Matrixa", czy "Władcę Pierścieni". Co więcej, zauważyłem, że siedząc w kinie w okularach 3D po mniej więcej godzince takich pierwszych zachwytów, ochów i achów, doznałem takiego efektu przyzwyczajenia (podobno nawet do cyjanku można się przyzwyczaić) się do tego luksusu wizualnego ideału i nie wyobrażałem sobie by mogło być inaczej. Moje szeroko otwarte, wręcz wybałuszone oczy (mam nadzieję, że nie usta) stały się na powrót "standardowe" i zacząłem zwracać baczniejszą uwagę na fabułę, na zarys historii, przedstawienie postaci i okazało się, że w tych elementach "Avatar" ma wielkie braki. Przeczytałem wiele komentarzy na temat film odwiedzając różnorakie, branżowe fora i zastanawiają mnie głosy mówiące o arcydziele. Absolutne nie mogę się z tym zgodzić. Cała opowieść jest przecież nieskomplikowana, prosta niczym (jak to mówią) konstrukcja cepa i stanowi jedynie pretekst do komputerowych popisów. Podczas całego filmu nie ma momentu zaskoczenia, co jak na kino rozrywkowe, jest raczej porażką. Nie ma w filmie napięcia (no może z wyjątkiem napiętego pęcherza widza w sto pięćdziesiątej minucie projekcji), nie ma chemii między postaciami, wszystko jest przewidywalne jak wynik reprezentacji. Schematy zgrane jak płyty Beatlesów, motywy wejścia w zamkniętą społeczność by stać się w końcu jej częścią z oczywistymi kłopotami po drodze (jakaś zdrada, stracone zaufanie, walka o rehabilitację itd.) były po stokroć ("Tańczący z wilkami"), zjednoczenie w celach solidarnej walki z wspólnym wrogiem ("Braveheart", "Władca pierścieni"), człowiek, ale przede wszystkim żołnierz pułkownik Quaritch (Sgt. Barnes z "Plutonu"), wymieniać można bez końca. Do tego dochodzą, popularne obecnie motywy terroru, ekologii plus zawsze nęcący szamanizm. Brakuje jedynie erotyki. Całość psują też momentami, głupie, infantylne "gadki" w stylu rozmowy Jake'a z Neytiri o wyborze kobiety - koszmar.
Moje zdanie jest takie, że samym pięknym obrazem film nie może się wybronić. W zasadzie "Avatar", to taki jeden, wielki efekt specjalny, prawda na chwilę obecną zapierający dech w piersiach, ale już jutro, za miesiąc, za rok, podobne realizacje, zobaczymy u naśladowców, a niedługo potem w teledyskach i reklamach. Refleksja jest też taka, że mając do dyspozycji prawie nieograniczony budżet, można zrobić wiele, sztuką jest zrobić coś nie mając wielkich środków. Pewnie, że wielkie widowiska zawsze się będą podobać, ale nie w spektakularnych produkcjach tkwi moc, bo te służą zarabianiu pieniędzy. Siłą kina jest wstrząs emocjonalny u widza, Cameron w "Avatarze" mi tego nie dał.
"Avatar" koniecznie trzeba zobaczyć, cudownie rozluźnia, pieści oko i ucho (choć Horner, mógłby być bardziej oryginalny, osobiście bardziej podobała mi się ścieżka z "Wehikułu czasu" Simona Wellsa z 2002 r.). Nie ma sensu iść na wersję 2D, nie ma po co ściągać pirata z sieci, gdyż właśnie po to są imaxy i kina 3D, by cieszyć się technologią, którą miejmy nadzieję już za dekadę (a może szybciej) będziemy mieć w naszych domostwach.
Podobało mi się, ale bez przesady, osobiście jeśli miałbym wybierać, to wolę po raz kolejny usłyszeć kwestię "Drzewce idą na wojnę" z "Dwóch wież".
Podsumowując:
Czy "Avatar" to film wszech-czasów? Nie.
Czy "Avatar" to najlepszy film 2009? Nie.
Czy "Avatar" dostanie Oskara? W kategoriach technicznych zapewne tak, nie wyobrażam sobie statuetki za cokolwiek innego.
Czy "Avatar" stanie się najbardziej kasowym filmem w historii? Hmm, chyba jednak nie. A może?
Czy "Avatar" doczeka się kontynuacji? Jasne.
Czy wybrać się do kina? Obowiązkowo, ale tylko i wyłącznie na 3D.
Czy polecam? Jak najbardziej.
comments.commands_for_comment.read_full_review Fajna recenzja Skomentuj
Recenzje — Warty zobaczenia 7.6
Film "Avatar" został oceniony przez 16 użytkowników
Dawid1702404 2010/06/13 22:58:55
Dla mnie ten film jest zjawiskowy wkrecajacy poruszyl mnie bardzo bede polecal obejzenie go kazdej osobie którą znam napewno
Loopoos 2010/01/26 00:25:36
Zazwyczaj atakujące mnie zewsząd kampanie reklamowe jakiegoś głośnego przedsięwzięcia czy to filmowego, czy też muzycznego. Działają na mnie odwrotnie proporcjonalnie do wielkości "szumu" narobionego wokół całej sprawy. Dzieje się tak z jednego prostego powodu. Zbyt wiele razy już w moim umiarkowanie długim życiu się zawiodłem, a to na głośnych nazwiskach producentów lub wykonawców, czy też na ponadczasowej lub przełomowej wymowie (zdaniem twórców) danego projektu.
W przypadku widowiska (nie bez powodu używam tego określenia) jakim jest najnowsze "dziecko" Jamesa Camerona było trochę inaczej.Od początku wierzyłem,że ten reżyser jeśli nawet mnie specjalnie nie zachwyci to na pewno nie zawiedzie.Dodatkowo dochodziła świadomość tego,że pomysł filmu był gotowy już lata temu.Dzięki temu Cameron mógł dopieszczać w swojej głowie każdy skrawek filmowej Pandory przez długi czas.Co prawda nie dotyczy to samej fabuły filmu, bo ta nie jest ani przełomowa, ani wizjonerska nie jest nawet choć trochę nieprzewidywalna.Ostatnio przeczytałem gdzieś jak można krótko streścić fabułę "Avatara", jest to kosmiczny odpowiednik "Ostatniego Samuraja".Wypisz wymaluj, kapitan Nathan Algren i jego poznawanie świata z którym pierwotnie miał walczyć. Przyznam że i ja w trakcie seansu dwukrotnie odniosłem podobne wrażenie, porównując te dwa dzieła. Jako,że lubię filmy utrzymane w podobnej konwencji, nie przeszkadzało mi to zbytnio.Choć wiem,że wiele osób może się przyczepić do wielokrotnie "kalkowanego" już pomysłu na fabułę.
Jednak ja nie o tym. Każdy kto przynajmniej raz zetknął się z "szumem medialnym" dotyczącym owego filmu, doskonale zdaje sobie sprawę, że nie o fabułę tyle krzyku.
EFEKTY WIZUALNE oto co sprawia, że wielu widzów wpada w zachwyt, ustawiając tę produkcję jak najwyżej w swoich osobistych TOP 10. Przyznam,że i mnie zachwyciły,choć nie mam tu na myśli tylko konwencji filmu trójwymiarowego.
Ludzie słysząc 3D nastawiają się na nieustanne odchylanie głowy, choćby po to by uniknąć trafienia wimaginowaną strzałą. Idąc tylko z takim nastawieniem do kina, można się było zawieść. Technologia 3D była w tym przypadku bardzo pomocnym elementem który rysował przed naszymi oczyma jeszcze bardziej wyraziste barwy i jeszcze piękniejsze krajobrazy. Takie było w moim odczuciu prawdziwe zadanie technologi która wdziera się powoli nawet pod nasze strzechy. Jednak już teraz nie wyobrażam sobie obejrzenia tego filmu w domowym zaciszu, bez ogromnego jak budynek ekranu, w dodatku bez tych śmiesznych okularów z napisem "IMAX". Właśnie ta świadomość sprawiła,że ocena jaką wystawiłem to "tylko" 8,5. Gdybym miał zapewnienie, że za każdym razem kiedy będę miał tylko ochotę powrócić do tej pozycji, miałbym stworzone te same warunki jakie były przy pierwszym moim seansie tej produkcji, bez zająknięcia dałbym dyszkę. Niestety mam świadomość, że gdy tylko "Avatar" zejdzie z dużego ekranu(choć szybko się to nie stanie), starci co najmniej połowę swojej wartości wizualnej i piękna z jakim oswoił nas w kinie.
Kommentieren | Wszystkie komentarze (8)
Musisz się zalogować bądź zarejestrować (jeśli nie posiadasz jeszcze konta), by dodać komentarz
comments.form_login_required_message.p.signup_blurb.movie, {{zalogować}}, {{zarejestrować}}
Dodaj zwiastun | Wszystkie zwiastuny (14)
Film Avatar - zdjęcia
Szukaj zdjęć | Wszystkie zdjęcia (79)
users.sidebar_movie_lovers_and_haters.movie.lovers:
Film Avatar James Cameron
Nikomu nie trzeba przedstawiać Jamesa Camerona. Każdy z pewnością widział przynajmniej jeden jego film. Bez względu na to czy jest to "Terminator", "Titanic", czy "Avatar" - można powiedzieć, że każdy z nich zmienił świat kina, rozpoczynając nowe jego epoki. Wielu światowych krytyków mówi, że to dopiero "Avatar" ma zmienić oblicze kina, jedno jest pewne - dla mnie z pewnością jest to film przełomowy, bo jest to pierwszy film 3D na jaki wybrałam się do kina i to w dodatku do IMAXa. "Avatar" powstawał wiele lat, ale warto było na niego czekać, gdyż swoją formą prezentuje, że to naprawdę nadszedł XXI wiek - przede wszystkim w kinie. Wszyscy mówią o finansach kiedy rozmawiają o tym filmie, ale ja po późnym seansie w kinie mogę stwierdzić jedno - jest to najpiękniejszy film (pod względem wizualnym) jaki kiedykolwiek widziałam. Wątpię, żeby cokolwiek go pobiło, a może właśnie to odczucie… — więcej
comments.commands_for_comment.read_full_review Fajna recenzja Skomentuj